Artykuły

Zdjęcia spod sceny

Gdy w wypełnionej po brzegi sali koncertowej gasną światła, a na scenie pojawia się artysta, dla wielu zaczyna się jedno z najważniejszych doświadczeń życiowych - obcowanie z ulubioną muzyką, obserwowanie swojego idola na żywo, słuchanie go w gronie fanów.

 

To chwile, które chciałoby się zatrzymać na zawsze. I właśnie nad ich uwiecznieniem, pod tą samą sceną i w tym samym czasie pracuje grupa ludzi - fotografów koncertowych.

 

Teoretycznie rzecz ujmując, rolą fotografa koncertowego jest przygotowanie reportażu z określonego wydarzenia - w tym przypadku z koncertu. Jego praca jest potrzebna mediom, które chcą zdać relację z wydarzenia i dziennikarzom, którzy piszą relację z koncertu oraz tym, którzy koncert chcą wspominać lub na nim nie byli, a chętnie dowiedzieliby się, jak to wszystko na scenie wyglądało. Takie są suche fakty. W istocie fotografia koncertowa jest czymś o wiele ważniejszym - nie tylko swoistym podarkiem dla fanów, którzy zdjęcia ulubionego artysty stawiają "na ołtarzu", ale przede wszystkim możliwością uchwycenia emocji towarzyszących najbardziej porywającej i urzekającej masowej dziedzinie sztuki. Nie służy tylko uwiecznieniu przeżyć gwiazdora, ale przede wszystkim człowieka, który pod wpływem muzyki traci kontrolę nad swoim zachowaniem i pozwala by kierowały nim dźwięki muzyki i reakcje oddanych słuchaczy.

 

Dlatego właśnie na koncertach i nigdzie indziej zobaczymy jak z eleganckiego pana Stinga leją się strugi potu, jak Lou Rhodes płacze nad gitarą, jak Candy Dulfer śmieje się do swoich artystów, bo widzi zadowolenie publiczności. Zadaniem fotografa koncertowego jest sporządzenie nie tylko reportażowego ujęcia koncertu (zaznaczenia kto był na scenie, jak był ubrany, jak wyglądało miejsce, w którym grał etc.), ale też wyłapanie momentów, decydujących właśnie o tym, że koncert jest żywą interakcja muzyków i publiczności, a nie wyreżyserowanym teledyskiem. Są oczywiście wyjątki, artyści, którzy dbają o to, by się zbytnio emocjonalnie przed obiektywem nie obnażyć. Obwarowują swoje imprezy szeregiem nakazów i zakazów ograniczających rolę fotografa - wtedy wszystkie zdjęcia z koncertu wyglądają tak samo i nie budzą emocji. Tak było w przypadku fotografowania koncertu The Cinematic Orchestra na tegorocznym Sacrum Profanum, gdzie lokacja fotografów pozwalała właściwie na zrobienie zdjęcia wyłącznie telebimowi. Uwłaczało to zarówno godności pracy fotografa, jak i czytelnika mediów, w których później zdjęcia się pojawiły.

 

- Wydaje mi się, że dobre zdjęcie powinno przekazać to, jak artysta wygląda - dlatego odrzucam zdjęcia nieostre, czy "nietrafione". Powinno przekazać też atmosferę koncertu - mówi Marcin Bąkiewicz, fotograf tworzący z Arturem Rawiczem duet Music Foto Kolektiv, publikujący zdjęcia m.in. w Onecie, Wirtualnej Polsce czy CGM - Jeśli jest energetyczny, to dobrze, żeby zdjęcia to pokazywały. Jeśli jest spokojny, to warto też ten spokój uchwycić. Nie jestem zwolennikiem przekombinowania zdjęć, staram się, żeby pokazywały jednak to, co działo się na scenie w sposób możliwie klarowny - dodaje. - W kilku obrazach staram się pokazać całość. Od portretu gwiazdy po słuchaczy - dodaje Paweł Kwiatkowski (jego zdjęcia publikowane były m.in. w Magazynie HipHop, Aktivist, Laif, Teraz Rock, Metal Hammer. - Nie tylko występ jest ważny. Czasami relacje uzupełnia plakat wiszący na słupie promujący występ, okolica wokół klubu - opowiada fotograf.

 

Zrobienie dobrego zdjęcia podczas koncertu nie jest łatwe, a eksperymentowanie z kadrami czy oświetleniem - niemal niemożliwe. Niemal. Z chwilą wyjścia artysty, w fosie - parometrowej przestrzeni między barierkami oddzielającymi publiczność od sceny, a sceną, czyli miejscu, gdzie najczęściej lokuje się fotografów - rozpoczyna się istne szaleństwo. Każdy chce mieć dobre zdjęcie, z dobrego miejsca i przy jak najlepszym oświetleniu. I to wszystko musi wywalczyć w bardzo krótkim czasie, przy ograniczonych możliwościach technicznych, w ciasnocie i nieustannym ruchu - na scenie oraz pod nią - czy wreszcie, przy ostrym natężeniu decybeli, bo pstryka się zwykle spod głośników. Ktoś, kto jest przyzwyczajony do mozolnych ustawień parametrów aparatu, na koncercie może być mocno zaskoczony. Brak czasu i trudne warunki - to główne cechy fotografii koncertowej.

 

Organizatorzy imprez najczęściej dla fotografów przeznaczają trzy pierwsze utwory koncertu, czasem określony czas z tych utworów (np. 30 sekund). Zakaz błyskania lampą jest powszechny. Możliwość wejścia do fosy wcześniej, znalezienia odpowiedniego wolnego miejsca, ustawienia aparatu i przygotowania obiektywów oraz fotografowanie bez ograniczeń przez trzy pierwsze utwory to warunki luksusowe. Dużo częściej zdarzają się sytuacje jak na wielkich imprezach muzycznych typu budapeszteński Sziget, gdzie przy podobnych obostrzeniach w fosie było kilka tysięcy fotografów. Kiedy idzie się z falą "wymienianych" co kilka minut fotografów, w tłumie przewalającym się pod sceną, kiedy ma się na zrobienie zdjęć tak naprawdę kilkanaście sekund, potrzeba bardzo dobrego sprzętu, refleksu i szczęścia, żeby przynajmniej 10 z nich nadawało się później do publikacji. Takie i wiele podobnych historii świadczą tylko o tym, że fotografia koncertowa to jedna z najtrudniejszych dziedzin fotografii.

 

Fotografowanie pod sceną jest też dość kontuzjogenne. Poza oczywistą możliwością naderwania ścięgna przy ustawianiu się w dziwnych pozycjach (szczególnie wtedy, gdy scena jest na równi z publicznością lub niewiele wyżej nad nią), osobliwe zagrożenia płyną też ze strony publiczności i samych artystów oraz tak zwanych wypadków losowych. - Zdarzyło mi się już odnieść obrażenia cielesne - glan na twarzy podczas robienia zdjęć na koncercie trójmiejskiej kapeli Calm The Fire czy kabel na twarzy podczas gigu The Hoods - mówi Joanna "frota" Kurkowska (kolektyw Black Box Photo, współpracowała m.in. z Onetem, Wirtualną Polską) - Były też urazy sprzętowe - zasypany piachem aparat czy prawie wyrwana wbudowana lampa aparatu - dodaje. Istnieją też oczywiste problemy wynikające z samej pogody - Robienie zdjęć, nawet najukochańszego zespołu, nie sprawia radości kiedy po dłoniach i rękach płyną strugi deszczu - komentuje Joanna.

 

Marcin Bąkiewicz przytacza jeszcze więcej ciekawych historii spod sceny - Raz dostałem mąką. W czasie koncertu Fields Of The Nephilim ludzie rzucali mąką w zespół i mąka zapaćkała mi styki aparat-obiektyw - opowiada - Słyszałem o sytuacji, w której muzyk niemal uderzył fotografa w głowę statywem od mikrofonu. A także o tym, jak jeden fotograf dostał butelką soku w obiektyw, sok zapaćkał styki i skleił elementy mechaniczne, a fotograf nie przeczyścił na czas szkła - w rezultacie obiektyw uległ uszkodzeniu - dodaje. Bywa też przyjemnie - Wiele razy jako fotograf pod sceną miałem okazję podać muzykowi atrybut jaki wypadł ze sceny i był poza jego zasięgiem - mówi Paweł Kwiatkowski - Ostatnio L.U.C’owi spadła pałeczka perkusyjna, podobna sytuacja zdarzyła się podczas występu Pink Martini, kiedy podawałem nuty wiolonczelistce - dodaje.

 

Ale największą bolączką fotografów koncertowych jest oświetlenie. - Tak zwana tajemnicza aura, czyli brak światła z przodu plus czerwone światło z tyłu plus dym na scenie bywa irytująca - mówi Joanna Combik (publikacje w "The Wire", "Tygodniku Powszechnym", Onecie, fotografka Off Camera) - Jednak wyzwanie to zadanie. Każde złe warunki da się pokonać - dodaje. - Małe kluby często mają kiepskie światła, a i zespoły nie zawsze się tym przejmują. Są kapele, które grają niemal w ciemnościach, na przykład IAMX - komentuje ten problem Marcin Bąkiewicz. Dlatego, tak naprawdę, o udanym zdjęciu decyduje przede wszystkim obiektyw - im jaśniejszy, tym lepszy, bo nawet przy średniej klasy body, dobry obiektyw potrafi zdziałać cuda. I umiejętność wyłapania, mimo wszystko, jasnych punktów na scenie, jak choćby odbijający światło mikrofon.

 

Trzeba też uporać się z publicznością stale narzekającą na fotografów pod sceną. - Ludzi drażni to, że im zasłaniamy - to w sumie dość logiczne - mówi Marcin - Dlatego uważam, że na biletach, albo na początku koncertu ktoś mógłby informować, że fotografowie będą robić zdjęcia przez pierwsze dwie-trzy piosenki i tyle. Specyficznym miejscem jest Sala Kongresowa - tam często stoi się niemal przed rzędami ludzi, przy scenie. A klienci pod krawatem potrafią się awanturować!

 

- To trudne sytuacje - komentuje z kolei Paweł Kwiatkowski - Wyobraź sobie moment, kiedy kilka tysięcy osób czeka na występ i wie, że za chwilę zespół wyjdzie na scenę. Jesteś w pierwszym rzędzie. Zespół wychodzi, to moment największych emocji, a ty widzisz plecy lub tyłki fotografów. Takie sytuacje mogą budzić agresję. Sam nie doświadczyłem, ale widziałem jak ktoś z publiki szarpał plecak fotografa. Oczywiście widzowie mogą nie wiedzieć, że po trzech utworach znikamy. Ale zespół wychodzi pierwszy raz tylko raz - dodaje.

 

Joanna "frota" Kurkowska zauważa jednak inny, wbrew pozorom dużo trudniejszy do pokonania problem, niż aspekty techniczne - Największa trudność to oryginalność. Myślę, że jest to naprawdę najtrudniejsze i sprawia najwięcej problemów, szczególnie fotografom, którzy ciągle robią zdjęcia w tych samych miejscach - mówi.

 

W istocie fakt, że fotografia koncertowa w Polsce wciąż traktowana jest bardziej jak reportaż niż jak sztuka, determinuje sytuacje, w której fotograf koncertowy sprowadzany jest do roli rzemieślnika, a nie artysty. Potwierdza to Joanna - Brakuje nam fotografów, których portfolio zmiażdżyłoby mnie tak, jak twórczość Ryana Russella czy Dannyego North'a. Ale z drugiej strony, są to ludzie, którzy żyją tylko z tego. Nie idą rano do fabryki, a wieczorem na koncert, tylko mają czas na kombinowanie, dłubanie, jeżdżenie z zespołami. W Polsce mało kto chce płacić za zdjęcia i dlatego nie ma u nas fotografów stricte muzycznych i koncertowych. Obok tego każdy para się innym zajęciem. A szkoda - kwituje.

 

Zrobienie zdjęcia na koncercie można porównać do fotografii portretowej. Trudno zrobić przemawiające do wyobraźni zdjęcie, jeśli fotografujemy kogoś zupełnie nam obcego. - Staram się nie być przypadkowym widzem na koncercie. Przed wyjściem na koncert szperam w internecie, wyszukuje informacje o artyście, oglądam profil na MySpace, przeglądam video z innych koncertów na YouTube. Chcę wiedzieć czego spodziewać się na koncercie - mówi Paweł Kwiatkowski. - Fotografia koncertowa jest dla mnie możliwością bycia bliżej muzyków, przyjrzenia się lepiej ich pracy - opowiada Marcin Bąkiewicz - Ja w ogóle staram się żyć dobrze z artystami, uśmiechać, co się przydaje, bo zdarza się, że mi „zapozują” czy uśmiechną się do obiektywu - dodaje.

 

Aspekty techniczne, warsztatowe, refleks, szczęście, walka z czasem, warunkami atmosferycznymi, ludźmi, oświetleniem i głośnością - fotografia koncertowa jawi się jako niezwykle złożone zjawisko. I choć w Polsce rozwija się coraz bardziej dynamicznie, wciąż za dużo jest amatorów udających fotografów koncertowych z telefonem komórkowym pod sceną czy tych, którzy pracują na złą opinię branży, błyskających artystom po oczach czy oczekującym jak paparazzi na momenty kompromitujące i pozbawione wartości artystycznej. Udających, że rozmazane i zamglone fotografie to celowy zabieg artystyczny. Nie jest jednak za późno, wciąż istnieje szansa, że bardzo ciężka praca fotografów koncertowych zostanie w końcu należycie doceniana - materialnie i mentalnie. A wystawy zdjęć z koncertów i traktowanie ich autorów jak artystów parających się sztuką nie będzie jedynie domeną środowiska jazzowego.


Kaśka Paluch
 




 


 

© 2001 - 2018 Royal Ad Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością